W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat

Adopcja dużego dziecka

Opublikowano: 2010-12-01
Strach przed adopcją dużego dziecka
Adopcja dużego dziecka jest dobra. Wiem, bo doświadczyłam. Dlaczego wolimy maleństwa? Powody są dwa: tęsknota i strach. Nie ma bardziej ludzkich uczuć, więc się ich nie wstydźmy.

Bezdzietni chcą adoptować dziecko, bo tęsknią za byciem rodzicami. Bezdzietnym mężczyznom nie jest dane pogadanie z brzuszkiem, bezdzietnym kobietom są zaoszczędzone bóle porodowe. Oboje tracą te wspólne wizyty na USG i oglądanie na monitorze, jak ich mała fasolka wierci się w wielkim kosmosie brzucha, jak dudni jej ledwo zawiązane serce. To tracą na zawsze. Chcą więc całą resztę, wszystko to, co przychodzi po porodzie, przeżyć osobiście. Te pieluszki, te kaszki z butelki, wzdęcia i herbatki z koperku, te soczki, przecierane zupki, ząbkowanie i związane z tym nieprzespane noce. To jest ich tęsknota i nie można ich za to ganić. Czekają więc, w Ośrodkach Adopcyjnych, w kilometrowych kolejkach, na niemowlę wolne prawnie, które mogą zabrać do domu, w którym już czeka łóżeczko, wanienka, pampersy, koperek i mikser do zup. A lata lecą i im jesteśmy starsi, tym mniejsze mamy szanse na maleństwo.


A teraz o drugim uczuciu: o strachu. Co z niego wyrośnie? Na ile my, adopcyjni, jesteśmy w stanie wychować na dobrego człowieka istotkę, która genetycznie nie ma z nami nic wspólnego? Mamy nadzieję, że skoro mamy je od prawie zera, skoro nie doświadczyło w swoim życiu krzywd, to mamy większe szanse ulepić je na swój kształt i podobieństwo. Wydaje nam się, że im mniejsze jest dziecko, tym większą mamy na to szanse. I tu nareszcie pojawia się prawidłowe myślenie. Zaczynamy myśleć o dziecku, a nie o sobie. To o dziecko chodzi, a nie o nas. My już przecież jesteśmy porządni! Jak się do tej prawdy dotrze, wiek dziecka przestaje mieć znaczenie. Tęsknota za byciem rodzicami zamienia się w pragnienie bycia takimi rodzicami, którzy dają szansę dziecku na dobre życie. Dziecku, po które nie ustawia się kolejka, bo chodzi do szkoły, ma swoją przeszłość i pamięta, co je spotkało. Dziecku, które tak łatwo nie zaufa dorosłym, bo już nieraz zostało oszukane. Dziecku, które nauczyło się jak przetrwać w złym świecie. A metody na przetrwanie zwykle nie są dobrymi patentami życiowymi.


Myśląc o adopcji dużego dziecka, bardziej się boimy niż tęsknimy. Ale nadal są to te same dwa uczucia, tyle, że w innej kolejności. Strach i tęsknota. Nie chcieliśmy z mężem niemowlaka, bo wiedzieliśmy, że jest kolejka chętnych, że się na pewno w domu dziecka nie zmarnuje. Trafił nam się za pierwszym razem synek kilkunastomiesięczny, więc na pampersy i ząbkowanie i tak się załapaliśmy. Po trzech latach adoptowaliśmy drugie dziecko, prawie pięcioletnie. A po kolejnych trzech, jedenastolatkę. Dziś, gdy nas ktoś pyta, ?dlaczego tak??, odpowiadamy żartem: Pierwsze wzięliśmy dla siebie, żeby być rodzicami. Drugie dla tego pierwszego, żeby nie było jedynakiem. Trzecie dla niego samego. My przecież już byliśmy w komplecie, już swoje tęsknoty i swoje strachy mieliśmy uporządkowane. Dziś nie mamy wątpliwości. Adopcja dużego dziecka jest dobra. Wiemy, bo doświadczyliśmy.


Jolanta Krysowata

www.krysowata.pl



Polecane
Facebook
 
COUNT:33