Większość z nas szerokim łukiem omija książki, które jednoznacznie kojarzą nam się z nauką, ze szkolną ławą, koniecznością omawiania nudnych fragmentów i ciągłym poszukiwaniem odpowiedzi na klasyczne pytanie: „co autor miał na myśli?”. „Dziejów Tristana i Izoldy” chyba nikomu z was nie trzeba przedstawiać. Ten wyjątkowy owoc literatury francuskiej, opowiadający o miłości, pięknie i trudach związanych nieodłącznie z tym najbliższym ludzkości, już od zarania dziejów, uczuciem, trafia po raz kolejny do naszych rąk. Już nie jako lektura czy wyjęte z kontekstu fragmenty, które ciężko nam było zrozumieć, ale jako swego rodzaju czytelniczy skarb, pokryty kurzem i nagryziony zębem czasu, który dziś mamy okazję na nowo odkryć i pokochać.
Nie będę ukrywać, że i ja należałam do tej grupy odbiorców, którzy dość niechętnie podchodzą do takich literackich „odgrzewanych kotletów” z czasów szkolnych. Tym bardziej, jeśli nie kojarzą się one najlepiej. Kiedy brałam do swych rąk francuską powieść, byłam bardzo sceptyczna. Pierwsze strony książki również nie napawały mnie optymizmem – nieco dziwny język raczej odpychał mnie jako czytelniczkę, niż przyciągał. Mimo to kontynuowałam swoją wyjątkową „przygodę” z Tristanem i Izoldą. Chociaż sama spodziewałam się, że prędzej czy później przed skończeniem lektury, odłożę pozycję na półkę, bez zamiaru powrotu do niej, z nieukrywanym zdziwieniem stwierdziłam, że powieść zaczęła mnie wciągać. Z każdą kolejną stroną zaczynałam powoli zakochiwać się w tym, co mnie tak odpychało. Między linijkami odnajdywałam ukryte piękno francuskiej literatury, zachwycając się prostotą i odmiennością stylu, zwrotów. Wady „Dziejów Tristana i Izoldy”, które dostrzegałam kiedyś i które przetrwały w moim czytelniczym sercu do dziś, powoli przeobrażały się w zalety. To, co inne, nieznane i niezrozumiałe, pociąga i jak widać ta zasada obowiązuje także w świecie literatury.
Jeśli możecie, odrzućcie na chwilę Wasze wspomnienia o tej powieści i spróbujcie przezwyciężyć swoją niechęć. Weźcie choć na kilka chwil do swoich rąk „Dzieje Tristana i Izoldy” i dajcie im szansę jeszcze raz. Może i wy dostrzeżecie w tej książce coś więcej niż tylko nudną lekturę?
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
„Dzieje Tristana i Izoldy”, Wydawnictwo MG 2020