Dziś aż oczy bolą od oglądania kosmetyków w drogeriach. Kiedy jednak cierpiały raczej nogi, kiedy się ich szukało. Wysiłki w zdobyciu niektórych z nich, porównać można do polowania na króliczka, który wciąż w szybkim tempie uciekał. Albo zabierali go nam sprzed nosa inni.
Bezspornym hitem i uniwersalnym specyfikiem był w poprzedniej epoce krem Nivea. Wprowadzony na rynki światowe już na początku XX wieku do dzisiaj znajduje miliony amatorek. Nic dziwnego: jest uniwersalny. Mogą go używać dorośli i dzieci w każdym wieku, bo nadaje się dla każdego rodzaju skóry. Służył jako krem do twarzy i ciała, balsam, środek do opalania, a także np. jako specyfik przeciw zmarszczkom. Chyba nie ma kobiety, która by nie rozpoznawała charakterystycznego niebieskiego opakowania. Firma Nivea dostarczała też pasty do zębów. Narzekano wprawdzie na ten wyrób, ale jak się nie ma co się lubi, trzeba było stosować co się miało. Niezastąpiony w PRL-u był również szampon dla dzieci Bambi, który nie drażnił oczu. Żółte, plastikowe opakowanie z kaczuszką święciło kiedyś prawdziwe triumfy. Podobnie jak Szampon Familijny. Z tym, że ten raczej tylko dlatego, że poza nim próżno szukać było zamienników. Rewelacyjnego działania bowiem nie miał. Może dlatego stosowano go też do czyszczenia podłóg, puszczania baniek mydlanych czy prania swetrów. W domach nie brakowało także szarego mydła, firmy Biały Jeleń. Używano go do mycia rąk, ale i do prania. I dziś znaleźć je można w niektórych sklepach. Wodą brzozową pielęgnowano kiedyś włosy. Płukanie w niej miało zapewniać ich urodę i blask. Wysoką zawartością alkoholu w tym produkcie nikt za bardzo w tamtych czasach się nie przejmował. Ważne, że producent zachwalał swój kosmetyk jako zwalczający łupież oraz wzmacniający włosy. Kobiety PRL-u starały się bardzo, by nie brakowało im nigdy pudru marki Celia. Był on dostępny w trzech odcieniach. Producent oferował ponadto pomadkę i tusz maczany w wodzie. Wszystko to dla piękna swoich klientek. Aby ładnie pachnieć, panie zaopatrywały się w perfumy Być Może albo Pani Walewska. Nie gardzono ponadto dezodorantami i perfumami Currara. Gdy nie można było pozwolić sobie na Chanel no 5, sięgano po to, co było pod nosem. Niemowlaki myto mydłem toaletowym Bobas. Wciąż można je dostać w sklepach. Wiele mam zdobywało mydło Jacek i Agatka. Niezastąpiona była również oliwka Bambino. Dorośli używali wtedy mydła Tukan albo np. Fa. Krem Pani Walewska w szafirowym flakoniku ze złotą zakrętką ciągle poprawiał urodę Polek w PRL-u.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com